
Nie piszę, ale żyje.
Nie pojawiam się, ale pamiętam.
Nie odwiedzam Was, ale Was nie zapomniałam.
Po prostu żyję sobie tam gdzieś, tak na spokojnie...
Tak dużo myślę, tak wiele chciałabym napisać, lecz mam tak mało mało mało czasu.
Ciągle za mało, za mało bym mogła zrobić wszystko to, co bym chciała.
Chwile, jak zawsze przeciekają przez palce, jakby wcale ich nie było.
Ale były, są, będą... Prawdziwe, słodkie, niepowtarzalne..
Najważniejsze, najpiękniejsze...
Bo jak z uśmiechem patrzę na świat, to świat jest uśmiechnięty.
Bo jak patrzę na świat ze spokojem, to świat jest spokojny.
Bo jak patrzę na świat z miłością, to świat mnie kocha...
I znów tak dużo dużo dużo myśli. Nie mogę nawet ich złapać wszystkich. Mam nieustanny myślotok. I słowotok. Ciągle, ciągle, ciąglę. Ciągle myślę, ciągle mówię. Nie nadążam z wymawianiem tych myśli, tychw szystkich myśli.
A każda z nich jest taka ważna, taka cenna, taka niepowtarzalna.
Prawdziwy myślotok.
Brak czasu... Brak sił, brak energii, brak zapału.
Nie wiedzieć czemu listopad, jest takim chorym miesiącem, w którym zawsze coś jest nie tak... I zawsze od mniej więcej połowy listopada ogarnia mnie jakiś dziwny niepokój wewnętrzny..
Jakieś dziwne zwątpienie...
Myślę, ale nie potrafię nic wymyślić.
Wiem jedno, to jedno wiem:
Zagraj histeryczkę, dziwkę, małą bezbronną dziewczynkę i niedostępną księżniczkę.
Wariatkę, psychopatkę i morderczynię...
Morderczynię cudzych snów, marzeń i nadziei.
Odbierz im to wszystko.
Wiesz, że do Ciebie to piszę...
Tak bardzo chciałbym się przenieść na nowego bloga... Tak bardzo bym chciała to zrobić. Tak bardzo chciałabym mieć komfort tego, że do mojego świata nie wejdzie nikt niepowołany. Tak bardzo bym chciała uciec, po prostu uciec stąd. Opuścić tego bloga, zniknąć, udawać, że innego nie ma.
Ale nie potrafię... Tak bardzo bym chciała, ale nie potrafię...
Bo ten blog to ja, a ja nie chcę uciekać od samej siebie...
Jestem odkryta, odkryta jak studnia. Nie wstydzę się siebie. Nie wstydzę się tego, jaka jestem. Jaka jestem, jaka byłam i jaka będę.
To jestem ja...
Wczoraj zadałam takie pytanie. Pytanie o treści następującej: "Co to znaczy kochać?".
Miłość, temat nieustających rozważeń, który nigdy się nie nudzi. Temat rzeka. Temat, na który opinii jest tyle, ile ludzi na świeci, a nawet jeszcze więcej. Opinii na ten temat jest tyle, co ludzi na świecie i ich wszystkich dni, każdego nastroju...
Czym dla mnie jest miłość?
Miłość to powiew wiatru, nieustająca muzyka, która trwa w duszy. Miłość to wszystkie dobre i złe chwile, które chcę się spędzać razem. To wspólne witanie i żegnanie każdego dnia. To wspólne plany i marzenia. Miłość, to poczucie, że istniejemy tylko we dwoje. To stworzenie własnego świata, do którego się ucieka od rzeczywistości. Miłość to dotyk, to ucieczka, to ukrycie.
Miłość to pocałunek, nieustające szczęście.
Miłość to moment, w którym wiesz, że dla tej drugiej osoby zrobisz wszystko.
Miłość, to moment, w którym wiesz, że druga osoba zrobi dla Ciebie wszystko, tak samo jak Ty dla niej.
A no już mamy październik.
Piszę, bo przypadkiem tu weszłam.
Pisze, bo siedze chora w domu.
Pisze, bo mam melancholijny nastrój.
Włączyłąm tego bloga i patrzę, że nawet zostawiłam linki do archiwum.
Patrzę wi widze, jak przez tyle czasu wypruwałam tu całą siebie.
Prawdziwą, wymyśloną, słodką, ostrą, naiwną, mądra...
Ładny kawałek mojego życia.
I teraz w tym miesiącu, październikiem zwanym znów tutaj powracam, zaglądam.
Październik, miesiąc który kiedyś dla mnie nci nie znaczył, był jakimś takim miesiącem przejśiowym w tym roku nabrał znaczenie.
Bo w tym roku październik, jest miesiącem w którym spełniły się marzenia.
Moje marzenia.
A spełnione marzenie, to ponoć przekleństwo...
Wyprodukowano przez
Amfika alias Anavrin na użytki bloga Joanny :>